czwartek, 12 stycznia 2017

W dobie renesansu żakardów...

...wygrzebałam z głębi szafy dawny sweterek. Myślałam, że żakardy nigdy nie wrócą już do łask, a przynajmniej nie do pierwszej ligi. A tu zaskoczenie. I cieszę się i dystansuję do tej mody, bo żakardy piękne, ale mi brak cierpliwości i zwyczajnie czasu, by dłubać takie cacka.


Kiedyś było inaczej...

Kiedyś upolowanie włóczki dobrej jakości graniczyło z cudem. Nie miałam wówczas jeszcze tak zaawansowanego nałogu dziewiarskiego. Niemniej coś tam od czasu do czasu wrzucałam na druty. I zamarzył mi się porządny żakardowy szetland. Wzór znalazłam w - pożyczonym mi przez koleżankę - włoskim czasopiśmie Filatura di Crosa, które jak widzę istnieje do dziś. I wiedziałam, że taki właśnie muszę mieć.

Zupełnie przypadkowo na odpowiednią wełnę szetlandzką trafiłam w... Dreźnie. Nie posiadałam się z radości ściskając w pociągu w objęciach nie kamyk zielony, ale cieplutkie motki w morskiej szarości.

Wkrótce, po pożenieniu szetlanda z resztkami włóczek z maminej szafy, powstał wymarzony sweterek. Taki swobodny z gatunku "rajdowych".


Rajdy przed epoką hegemonii polarów i softshellów były najlepszymi okazjami do prezentacji wzorzystych swetrów, koniecznie własnej lub maminej roboty. Pamiętacie?





Najbardziej podoba mi się w tym wzorze motyw przetrąconego czerwonego płotka - przerabiany podwójną nitką, bo pojedyncza była za cienka w stosunku do sąsiednich. Lubię też to podszywane wykończenie dekoltu. Porządnie się dzięki temu układa.





Nie pytajcie mnie o nazwy i gatunki pozostałych włóczek! Wydaje mi się, że wszystkie wełniane, a ciemna szarość to też wełna szetlandzka, ale nie dam się za to pokroić. Grubość drutów? 5,5 lub 6, chyba... Ale w końcu nie to jest takie ważne. Ważne, że do sweterka przywiązałam się na tyle, że po intensywnym okresie eksploatacji przeleżał w szafie parę... hmm... - naście... lat i ciągle jest mi miły. Obiecuję sobie i jemu, że ze względów sentymentalnych i termicznych pojedzie ze mną przy najbliższej okazji w góry.

Na koniec parę fotek w zimowym słońcu, wśród bluszczowych liści.




Jak sądzicie, sweterek można jeszcze nosić, czy jest jednak passe?



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Zniecierpliwiona fuksjowa Báska

Fuksjowa Baśka nie może doczekać się sesji fotograficznej. Stroi fochy, rozpycha się w szafie (inni lokatorzy się skarżą), skręca zgryźliwie warkocze, znacząco szemrze ryżem i co gorsza grozi, że się sfilcuje z rozpaczy przy najbliższym praniu. 


Fuksjowa Bąśka wydziergana już dawno, noszona parę razy, zebrała garść komplementów, ale jeszcze jej mało, bo w wirtualnym świecie nie może zaistnieć. A Baśka ma rozbudowane ego i "parcie na szkło". Nic dziwnego! Jakbym była tak jaskrawa, to też bym chciała być zauważona.

W końcu jest! Zestaw Niezbędny: Fotograf i "manekin" za dnia w domu, słoneczny dzień i ochota. Szkoda, że na wyszukany plener zabrakło już czasu...

sweter Baśka fuksja

Baśka to nic innego, jak wierne wykonanie modelu sweterka z Sandry nr 11 z roku 2014. Do spotkania też na Pintereście. Ujęło mnie od pierwszego kartkowania gazetki jeszcze w kiosku. I kolorem i grą ściegów i jakąś taką ogólną bezpretensjonalnością.

Przy okazji innych zakupów właścicielka sklepiku, w którym czasem się zaopatruję, zapytana o mocny róż, kazała mi wejść na zaplecze i samodzielnie przekopać najwyższą półkę. bo "chyba tam gdzieś coś miałam". No, a że lubię się wspinać i należę do wytrwałych taterników wykopałam w końcu Baśkę właśnie, by wkrótce powstał z niej ten właśnie sweterek.

sweter Baśka fuksja







Baśka - recenzja włóczki


Włóczka: Baśka Lux Bene Nati
Kolor: fuksja
Skład: 40% wełna, 60% akryl premium
Waga i długość motka: 100 g / 300 m
Zalecane druty: 4-4,5

Baśka to - wbrew pozorom - nie nasza krajanka, lecz import z Turcji. Włóczka Baśka [czyt. baszka] Lux firmy Bene Nati - w stosunku do poprzedniczki włóczki Baśka (bez Lux) - wzbogacona jest o większą ilość wełny (40%), a akryl w niej użyty, to akryl premium.

Baśkę kupiłam za 12 zł za 100g motek, a w sklepach internetowych i na Allegro koszt jest ok 9,50 - 10 zł za motek. Widzę jednak, że w sklepach internetowych krucho z dostępnością kolorów, chyba więc Allegro będzie oferowało większy wybór.

Jej wielki walor to przyjemność w robieniu. Naprawdę jedna z najprzyjemniejszych włóczek mieszanych z akrylem, jakie dane mi było przerabiać. Skręcona solidnie i puszysta. Nosi się też miło. Nie ma ani skrzypiącego dźwięku akrylu, ani jego połysku. Mimo sporej zawartości wełny, nie drapie. No i ten kolor! Dla mnie też ulubiona grubość (mogę robić wszystko, byle by dało się to przerabiać na drutach 4 - 5,5). W przypadku Baśki optymalne jest 4-4,5. Niewykluczone, że jeszcze po nią sięgnę.

Jak zachowuje się po kilku praniach? Jeszcze nie wiem, bo na razie raz prałam (włóczka bez zmian), ale dopiszę, gdy nabędę więcej doświadczenia.

A przy okazji: Co to jest akryl premium?

Zrobiłam małe poszukiwania i jak na razie bez oszałamiających rezultatów. Udało mi się tylko ustalić oczywistą oczywistość, że włóczki z akrylu premium są trwalsze od zwykłego akrylu. Takie jest i moje doświadczenie. Wydaje mi się, że mają też szlachetniejszy wygląd i są bardziej miękkie. Ale jeśli któraś z Was ma głębszą wiedzę na ten temat, będę wdzięczna za podzielenie się nią.

sweter Baśka fuksja


No i co sądzicie o Fuksjowej Baśce? 

Najbardziej podoba mi się w zestawieniu z białą koszulą i czarnymi rurkami, ale w wersji ze spódnicą ołówkową też się broni.




środa, 28 grudnia 2016

Świąteczny wieniec

Tym razem nie będzie nic o dzierganiu. Świąteczny, czy raczej adwentowy wieniec własnej roboty marzył mi się od kilku lat. Niby prosta rzecz, ale nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać. 


Ambicją moją było spreparowanie wieńca wyłącznie z tego, co znajdę we własnym ogródku. Żadne gotowce nie wchodziły w grę. Trafiłam w końcu na "łopatologiczny" i przez to wielce przydatny DIY na blogu Lawendowy dom, gdzie czasem zaglądam w poszukiwaniu przepisów kulinarnych.

Wykorzystałam gałązki świerka srebrnego, świerka zielonego, thui i owoce irgi. Jako bazy użyłam pędów bluszczu, co nie było może tak dobre, jak użycie - zalecanego przez Autorkę wspomnianego wyżej bloga - derenia, ale nie mam derenia, więc szukałam alternatywy. Bluszczowe pędy są bardziej wiotkie i z racji naturalnego skrętu trudno z nich było uzyskać idealny okrąg, ale w końcu się udało, a niedoskonałości zamaskował potem układ pozostałych gałązek. Zaletą bluszczu jest natomiast to, że kompozycję wzbogaciły bluszczowe liście, których po prostu nie odrywałam od pędów.


Autorka tutka radzi mocowanie gałązek do bazowego okręgu sznurkiem i drucikiem. Ja nie miałam odpowiedniego drutu. Cienkie miedziane druciki wyczarowane dla mnie przez Męża po rozbrojeniu jakiegoś przewodu okazały się za krótkie i za delikatne. Poszłam więc po rozum do głowy i po... srebrną taśmę izolacyjną. Okazała się doskonała. Bukieciki z gałązek przymocowywałam „na zakładkę” do bluszczowej bazy. Dzieło zwieńczyłam kokardą z tiulu i gotowe.


Wieniec jak każdy debiut ma niedoskonałości, ale i tak cieszy. Szósty czy siódmy będzie perfekt;-)
Z resztek powstała jeszcze zielona kompozycja do przedpokoju.




sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia

Wszystkim Odwiedzającym życzę, aby Święta Bożego Narodzenia były nie tylko czasem oddechu od codzienności, ale i momentem, w którym bez żalu odłożycie na chwilę robótkę, zapomnicie o liście zadań do wykonania, świątecznym stresie i rozterkach, a potem spojrzycie na szopkę, zaśpiewacie kolędę, pomyślicie o Dzieciątku narodzonym w Betlejem (lub o najwyższej Miłości, tak jak ją rozumiecie), popatrzycie w oczy ukochanej osobie... słowem - podładujecie akumulatory serca. Radosnego świętowania!


piątek, 16 grudnia 2016

Wulkan

Czyli co zrobić, gdy Twoi mężczyźni nie chcą Twoich szalików.


Dzisiejszy post potraktujcie w kategoriach żartu, rozcieńczającego przedświąteczny stres. No, tylko mi nie mówicie, że nie wiecie, co to jest!

Na drutach mam większy gabarytowo, krwisty kolorystycznie projekt z Alpaca Brushed Silk, ale o tym pisać za wcześnie. Postanowiłam sobie zrobić przerywnik w postaci zmajstrowania komina dla mojego potomka. Potomek bowiem narzeka, że walka z owijaniem się szalikami pochłania zbyt dużo jego cennej energii, potrzebnej przecież na bezustanne psocenie. Rozumiem te argumenty. Rozumiem i popieram utworzenie komina.

Ochoczo zabrałam się więc do dzieła. Starając się dopasować kolorystykę do aktualnie noszonej czarno - białej synkowej kurtki, wybrałam pozostałą mi po dzierganiu tuniki  resztkę Greta Natura Multi. Pięknej, cieniowanej od ecru po ciemny grafit. Aby uszlachetnić nieco tę mieszankę wełny z akrylem dodałam Drops Lace w kolorze szarym.

komin Greta Natura Multi Lace Drops


komin Greta Natura Multi Lace Drops

Na drutach zaczynało to wyglądać obiecująco, choć to mój pierwszy komin i robiony właściwie z głowy. Latorośl obserwując wysiłki zarzekała się, że będzie nosić. Cóż, jednak trzecia przymiarka na młodym modelu pozbawiła mnie złudzeń.

"Gryyyyyzieeeeeee!!!! Zdejmij to, zdejmij! Nie będę nosił!!!"

Ani przekonywania, że się przyzwyczai, że milusie, że cieplusie, że się bardzo rozciąga, ani wreszcie skrajnie niemoralna oferta dawania forów w "Chińczyku" nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Nie! I kropka.



Prucie oczywiście. Ale zanim to uczyniłam, Synek przyjrzał się uważnie zalążkowi komina i stwierdził stanowczo, że to przecież jest... wulkan (dla mnie to bardziej ukwiał, ale niech mu będzie). I zażądał, bym z pomarańczowej włóczki, czekającej już na inny projekt dla niego, udziergała ni mniej ni więcej tylko... lawę.

Czy szanowne Koleżanki mają jakieś doświadczenia z dzierganiem lawy? Jeśli tak, to poproszę o podzielenie się;-)

Na zdjęciu pierwszym - "wulkan" z lawą z czerwonej Alpaki Brushed Silk.


A oto jedyny "mężczyzna" w moim domu, który nic sobie z tego wszystkiego nie robi. Futrzany ma luzik, bo jest pewność, że go kominem, ani szalikiem uszczęśliwiać nie będę.

czwartek, 1 grudnia 2016

Gruby męski szalik w szarościach

...czyli jak uszczęśliwić mężczyznę. Podtytuł oczywiście przewrotny, bo powinien brzmieć "Jak uszczęśliwić mężczyznę na siłę".


Jakiś czas temu popełniłam ten oto szal na grubych drutach, z grubaśnej włóczki wełniano-akrylowej, której nazwy już nie pomnę, a której kolorystyka i jakość mnie urzekły. Dziergałam w przekonaniu, że dzieło piękne i przypadnie do gustu i szyi mojemu ówczesnemu narzeczonemu (obecnie Mężowi).

gruby męski szalik na drutach
gruby męski szalik na drutach

Przypadło, ale tylko do gustu. A potem popadło w głęboką szufladę, w której spoczywa do dziś, czekając chyba aż nasza kilkuletnia obecnie latorośl dorośnie do wieku, w którym rozchełstany unikalny szal liczy się w oczach dziewczyn bardziej niż "pogryziona" przez wełnę szyja. Na razie jesteśmy na etapie "Mamusiu, zrób mi sweterek z transformersami albo z Filemonem!"...

Wracając do mężowskiej szyi wytłumaczenie niecnego porzucenia daru jest proste. Mój Mężczyzna okazał się należeć - tu liczę na westchnienia głębokiego współczucia wszystkich dziewiarek - do grupy mężczyzn nie uznających szalików oraz - może poza stokiem narciarskim - czapek. Dramat. Prawda? Moje (jego?) szczęście, że chociaż lubi ręcznie robione swetry. Przykład męskiego swetra z alpaki macie tutaj.

szalik męski na drutach

szalik męski na drutach

męski szalik na drutach

męski szalik na drutach

robótki ręczne na drutach szalik męski

Szal jednak pokazuję, bo skoro już leżakuje i - jak wino - nabiera szlachetności, okaże się chociaż inspiracją dla jakiejś innej dziewiarki lub dziewiarza (?) / dziewiarka (?).

szalik na drutach dla mężczyzny
szalik na drutach dla mężczyzny


Jak zrobić taki szal?

Nic prostszego! Zużyłam 280 g włóczki. Robiłam na drutach nr 10. Wzór to szachownica (po 2 kwadraty), czyli robione na przemian: 11 oczek prawych i 11 o. lewych. Przerobić 15 rzędów i "zamienić miejscami" tzn. nad oczkami lewymi - prawe i odwrotnie i kolejne 15 rzędów. W sumie na długość 120 cm jest 13 takich kwadratów.

Uściski jesienne dla wszystkich zadrutowanych!


wtorek, 22 listopada 2016

Pudrowy zwyklak z alpaki i jedwabiu

Jeśli ktoś śledzi światowe wybiegi lub choćby blog Herbi, wie, że w tym sezonie króluje m.in. pudrowy róż. Przyrzekam, że mój spad do pudrowego zbiegł się z tym trendem najzupełniej przypadkowo. 


Włóczki w tym odcieniu zakupione dawno, po prostu w końcu trafiły na druty. Pokazywałam już warkocze w "Alpace z małą dozą alpaki", potem jesienno-mglisty szal, a dziś przedstawiam kolejną odsłonę tego słodkiego (ale bez przesady) koloru. Tym razem z wytrawną nutą szarości. Ot, zwyklaczek.

Sweter z włóczki alpakowej i jedwabnej

Róż to Alpaca Brushed Silk odcień 12 - pudrowy róż, z dodatkiem pazura w postaci Lace, odcień 0501 - jasny szary mix (i ten mix ma znaczenie!). Obie włóczki Drops. Na zdjęciach to nie jest dobrze widoczne, ale Lace zawdzięczam kontrast faktur, lekki połysk i - dzięki melanżowi - niejednoznaczność koloru. Wydaje mi się, że takie połączenie uchroniło sweterek od nadmiernej słodyczy i - co za tym idzie - ...mdłości.

Zwyklak nie kwalifikuje się do wagi piórkowej, bo zużyłam 162 gramy włóczki. Z czego pewnie ok 30-40 gramów to Lace. Zresztą na razie nie kusi mnie angażowanie się w ogólnopolskie wyzwania dziewiarskie typu "100 piórkowych w 100 godzin", bo i tak nie byłabym w stanie dotrzymać żadnych terminów, a to byłoby doskonałym pretekstem do samobiczowania. Odpusciłam więc sobie wszelkie ekstrema i pozostałam z moim slow-zwyklaczkiem w objęciach przez parę tygodni.

Sweter z alpaki i jedwabiu

Sweter z alpaki i jedwabiu

Sweter z alpaki i jedwabiu


Sweterek powstawał w niemym zachwycie nad cenioną, super-lekką, super-wydajną i super-mięciuchną włóczką Alpaca Brushed Silk ze "stajni" Dropsa. Po wypróbowaniu różnych wzorów, w tym ciekawych i ambitnych typu plecionka, uznałam, że będzie jednak najefektowniej wyglądał jako zwykły, solidny, gładki dżersej, przerabiany pojedynczą nitką. Wyjątek stanowią dół, wykończenie rękawów i golfu, które zrobione są ściegiem francuskim z podwójnej Lace. Paski też są z podwójnej Lace, ale już gładkie. Jego Gładkość przerabiałam drutami nr 5.0 na żyłce.


Włóczka nr 1

Włóczka: Alpaca Brushed Silk DROPS 
Kolor: nr 12 - pudrowy róż
Skład: 77% alpaca, 23% jedwab

Metraż: 25 g/ 140 m
Druty wg producenta i wg mnie: 5 mm

Włóczka nr 2

Włóczka: Lace DROPS
Kolor: nr 0501 - jasny szary (mix)
Skład: 70% alpaca, 30% jedwab 

Metraż: 50 g/ 400 m
Druty wg producenta: 3,5 mm
Druty wg mnie: 5 mm (ale podwójna nitka)

Sweter z włóczki alpaka

Sweter z włóczki z alpaki

Golf musiał być luźny, bo moja szyja nie znosi przylegających. Sądzę, że jego obecna wielkość nie jest jeszcze satysfakcjonująca, więc będzie powiększany, by osiągnąć pożądane proporcje. Raglan dodał zwyklakowi, przynajmniej w moim mniemaniu, szlachetności.

Sweter z włóczki alpakowej

Sweterek po praniu (delikatnym) i suszeniu w rozłożeniu nie traci nic a nic na jakości. Żadnych przyklapniętych włosków. W noszeniu na szorstkich materiałach zrzuca nieco sierści, ale to i tak nic, z tym, co zostawia po sobie mój szanowny Pan Kot. Mam więc wyrobioną odporność na te zjawiska.

Sweter z włóczki Alpaca Brushed Silk i Lace

Na sesję Mąż wygonił mnie na listopadowe pole i dobrze mu tak, bo - o dziwo - to jego rozbolały korzonki, a nie zwyczajowo mnie;-p (na zdjęciu właśnie usiłuję chronić korzonki przed lodowatym powiewem). Ale za sesję i dobór plenerów wielkie dzięki, Kochany!

Sweter z włóczki alpaka i jedwab
Sweter z włóczki alpakowej i jedwabnej

Podoba Wam się mój pudrowy zwyklaczek? Macie pomysły, jakie wzory bronią się w Alpace Brushed Silk? Mam apetyt, by uścibolić z niej coś jeszcze...