piątek, 3 marca 2017

Ślady na resztkach śniegu

Wiem. Wiem, że już wiosna, ale nie będę przecież czekać do następnego sezonu zimowego, by pokazać Wam ciąg dalszy tegorocznych wyczynów czapkowych.

Urzekła mnie nieskomplikowana czapka o wdzięcznej nazwie Snowtracks, której darmowy wzór jest do pobrania TUTAJ (klik).


"Ślady na śniegu" to wzór producenta włóczek Red Heart. Ładny i prosty, ale... No, właśnie jest pewien szkopuł, z którego zdałam sobie sprawę, gdy robótka była już prawie gotowa. Motyw rozliczony jest na 20 oczek, opis rozpisany na dwa rozmiary. Moja głowa nie należy do najmniejszych, więc na mniejszy rozmiar - dużo za duża, ale na większy - trochę za mała. Wybrałam rozmiar mniejszy, Tym razem robiłam nietypowo dla siebie, bo ściśle i to się zemściło. Rozmiar ten okazał się ciasnawy, co widać na zdjęciu. Ten o 20 oczek szerszy byłby z pewnością za duży. Nie sposób natomiast wypośrodkować, bo zaburzy się ów piękny motyw.

W sumie dopiero na zdjęciach zobaczyłam, że wyglądam w czapce, jak... z dobrze zatemperowaną turkusową kredką na głowie.

Nie macie takich skojarzeń? 






wtorek, 21 lutego 2017

Czapki to nie mój żywioł...

...ale nosić je trzeba. Zwłaszcza w taką mroźną zimę jak ta.


Znajomy fitopatolog twierdził z całym przekonaniem, że zimy w tym roku nie będzie, że się nawet na dobre nie zatrzyma wegetacja. Zachowałam zdrowy dystans do tych przepowiedni. I jak się okazało słusznie. Objawami zdrowego dystansu było wydzierganie dwóch czapek i komina. Dzisiaj przedstawiam pierwszy komplet.

Komplet Cable Mist 

To darmowy wzór ze strony Drops, do pobrania TUTAJ (klik). Czapka i komin, które zdobią grube plecionki, delikatny ażur i ryż.


Komplet powstał na okrągło na drutach z żyłką nr 5, z tureckiej włóczki Kartopu Ketenli Yün, będącej mieszanką akrylu, wełny i lnu. Trochę bawi mnie, że producent nazywa ją "Linen with Wool" (len z wełną), bo akurat lnu tam ledwie 10%, a wełny też niewiele, bo 20%. Ale włóczka miło zaskakuje.

Kartopu Ketenli Yükupiłam w sklepie Makeland. Pani tam sprzedająca polecała ją, nawet na wyroby dla dzieci. I słusznie. Włóczka mięsista, ciepła, nie gryzie i nawet po pruciu zachowuje się bez zarzutu. Nie przypomina w niczym skrzypiących, "suchych" akryli. Jest bardzo, bardzo przyjemna. Lubię jej niejednolity kolor i strzępki lnu widoczne w splocie. Moim zdaniem bardzo zdobią ją właśnie te przaśne nitki lnu. Choć pewnie nie każdy takie surowe włóczki lubi. Jedyne "ale", to fakt, że się trochę rozciąga, ale i na to jest sposób. 

Jak zapobiegać rozciąganiu się ściągaczy?

niedziela, 19 lutego 2017

Malinowy kardigan - na przekór zimie

Czerwony może dla mnie nie istnieć, no chyba, że jest to malinowy, wiśniowy lub okolice burgunda - słowem: wszelkie odcienie zimnej czerwieni - oraz zbliża się zima. Koniecznie oba te warunki muszą być spełnione łącznie. 


Niby odporna jestem na świąteczną komercyjną papkę, jednak od paru lat obserwuję niepokojące zjawisko. Ponurą, szarą, późnojesienną porą regularnie co roku nachodzi mnie tęsknota za czerwienią i, o zgrozo, wzmaga się się wraz ze zbliżaniem się Świąt Bożego Narodzenia! Po Świętach zapał do czerwieni nieco słabnie, ale nie słabnie potrzeba wydziergania nabytych w oparach amoku czerwonych włóczek.

W tym roku padło na - i tu Was nie zaskoczę - Brushed Alpaca Silk, Dropsa oczywiście. Motki przeleżały od zeszłorocznej okołoświątecznej wyprzedaży alpak, bo nie miałam na nie pomysłu. Teraz napatoczył się ażurowy kardigan z (i tu znów brak zaskoczenia) Sandry.


Z perspektywy użytkowania wiem już, że o ile może pomysł, by był to kardigan nie był zły. Która kobieta nie potrzebuje setki kardiganów - ręka do góry! O tyle wybór fasonu i ażurowego wzoru jakoś do mnie nie do końca trafia. Wydaje mi się, że ta włóczka lepiej się sprawdza w prostych, bardziej surowych, geometrycznych wzorach, a w tym ażurze wygląda jakoś za bardzo vintage. Jeśli wiecie, co mam na myśli.

Poza tym, moim zdaniem sweterek jest za krótki. Miałam pewne trudności z dopasowaniem wzoru do moich potrzeb i jakoś wierzyłam, że i tak robię luźno, a sweter się nieco rozciągnie i będzie w sam raz. No i się nieco przeliczyłam. Ale pruć już nie będę. Parę rzeczy w nim lubię: brak zapięcia, szalowy, ściągaczowy kołnierz i długaśne mankiety, które wydłużyłam jeszcze w stosunku do wzoru.

Tymczasem udało się wreszcie sweterek sfotografować w dość nietypowych okolicznościach... no, nie przyrody.

wtorek, 24 stycznia 2017

Plecie się...

... to i owo, a część już upleciona, tylko jakoś nie ma warunków na sesję zdjęciową. Wyrażenie "plecie" zamiast "dzierga" zapożyczyłam od Górali podhalańskich. 


Buszowałam ostatnio po stronach z góralskim rękodziełem i odkryłam, że konsekwentnie piszą, że swetry, skarpety i tym podobne wyroby są właśnie "plecione ręcznie". Bardzo mi się to spodobało. Zdziwiły mnie tylko niskie ceny tych wyrobów i bardzo wąska oferta oraz również niskie ceny (przeważnie 5 zł za 100 g) polskiej naturalnej włóczki ze stuprocentowej wełny owczej. Wiem, wiem, że jest szorstka i nierówna, ale cena o połowę niższa od pierwszego lepszego akrylu to już chyba przesada. W końcu to sama natura, o właściwościach korzystnych dla zdrowia! Zawsze można ją zmiękczyć dodatkami. Może to naiwność, ale jakoś moja patriotyczna i rozmiłowana w Podhalu dusza buntuje się na taki dumping.

Mam czas na buszowanie po Waszych blogach i innych zakamarkach, bo powaliło mnie paskuuuuuuuudne zapalenie oskrzeli. Jeszcze nigdy nie miałam tak silnego i nie wiedziałam, że może być tak obezwładniające. Jedną z zalet jest jednak długie zwolnienie i - co za tym idzie - przyspieszenie dziewiarskie. Bo i tak przez większość czasu nie miałam siły na nic innego, jak siedzenie w łóżku i dzierganie, a czasem nawet i na to nie wystarczyło "pary". Będę sukcesywnie pokazywać, na co starczyło, tylko muszę znaleźć jakie takie światło na sesję.

Tymczasem chciałam Wam pokazać prezent, jaki sprawiłam sobie może nie pod choinkę, ale na nowy rok. Tadam! (jak to się właściwie pisze?)


Tu - wypożyczony od Synka "Merdaczek" pilnie strzeże motków Brushed Alpaca Silk firmy Drops.


A tu na tle choinki dumnie prężą się trójkolorowe Alpaki, też Drops oczywiście.

I co Wy na to? Bo ja w ekstazie;-)

czwartek, 12 stycznia 2017

W dobie renesansu żakardów...

...wygrzebałam z głębi szafy dawny sweterek. Myślałam, że żakardy nigdy nie wrócą już do łask, a przynajmniej nie do pierwszej ligi. A tu zaskoczenie. I cieszę się i dystansuję do tej mody, bo żakardy piękne, ale mi brak cierpliwości i zwyczajnie czasu, by dłubać takie cacka.


Kiedyś było inaczej...

Kiedyś upolowanie włóczki dobrej jakości graniczyło z cudem. Nie miałam wówczas jeszcze tak zaawansowanego nałogu dziewiarskiego. Niemniej coś tam od czasu do czasu wrzucałam na druty. I zamarzył mi się porządny żakardowy szetland. Wzór znalazłam w - pożyczonym mi przez koleżankę - włoskim czasopiśmie Filatura di Crosa, które jak widzę istnieje do dziś. I wiedziałam, że taki właśnie muszę mieć.

Zupełnie przypadkowo na odpowiednią wełnę szetlandzką trafiłam w... Dreźnie. Nie posiadałam się z radości ściskając w pociągu w objęciach nie kamyk zielony, ale cieplutkie motki w morskiej szarości.

Wkrótce, po pożenieniu szetlanda z resztkami włóczek z maminej szafy, powstał wymarzony sweterek. Taki swobodny z gatunku "rajdowych".

żakardowy sweter szetland

Rajdy przed epoką hegemonii polarów i softshellów były najlepszymi okazjami do prezentacji wzorzystych swetrów, koniecznie własnej lub maminej roboty. Pamiętacie?

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Zniecierpliwiona fuksjowa Báska

Fuksjowa Baśka nie może doczekać się sesji fotograficznej. Stroi fochy, rozpycha się w szafie (inni lokatorzy się skarżą), skręca zgryźliwie warkocze, znacząco szemrze ryżem i co gorsza grozi, że się sfilcuje z rozpaczy przy najbliższym praniu. 


Fuksjowa Baśka wydziergana już dawno, noszona parę razy, zebrała garść komplementów, ale jeszcze jej mało, bo w wirtualnym świecie nie może zaistnieć. A Baśka ma rozbudowane ego i "parcie na szkło". Nic dziwnego! Jakbym była tak jaskrawa, to też bym chciała być zauważona.

W końcu jest! Zestaw Niezbędny: Fotograf i "manekin" za dnia w domu, słoneczny dzień i ochota. Szkoda, że na wyszukany plener zabrakło już czasu...

sweter Baśka fuksja

Baśka to nic innego, jak wierne wykonanie modelu sweterka z Sandry nr 11 z roku 2014. Do spotkania też na Pintereście. Ujęło mnie od pierwszego kartkowania gazetki jeszcze w kiosku. I kolorem i grą ściegów i jakąś taką ogólną bezpretensjonalnością.


środa, 28 grudnia 2016

Świąteczny wieniec

Tym razem nie będzie nic o dzierganiu. Świąteczny, czy raczej adwentowy wieniec własnej roboty marzył mi się od kilku lat. Niby prosta rzecz, ale nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać. 


Ambicją moją było spreparowanie wieńca wyłącznie z tego, co znajdę we własnym ogródku. Żadne gotowce nie wchodziły w grę. Trafiłam w końcu na "łopatologiczny" i przez to wielce przydatny DIY na blogu Lawendowy dom, gdzie czasem zaglądam w poszukiwaniu przepisów kulinarnych.

Wykorzystałam gałązki świerka srebrnego, świerka zielonego, thui i owoce irgi. Jako bazy użyłam pędów bluszczu, co nie było może tak dobre, jak użycie - zalecanego przez Autorkę wspomnianego wyżej bloga - derenia, ale nie mam derenia, więc szukałam alternatywy. Bluszczowe pędy są bardziej wiotkie i z racji naturalnego skrętu trudno z nich było uzyskać idealny okrąg, ale w końcu się udało, a niedoskonałości zamaskował potem układ pozostałych gałązek. Zaletą bluszczu jest natomiast to, że kompozycję wzbogaciły bluszczowe liście, których po prostu nie odrywałam od pędów.


Autorka tutka radzi mocowanie gałązek do bazowego okręgu sznurkiem i drucikiem. Ja nie miałam odpowiedniego drutu. Cienkie miedziane druciki wyczarowane dla mnie przez Męża po rozbrojeniu jakiegoś przewodu okazały się za krótkie i za delikatne. Poszłam więc po rozum do głowy i po... srebrną taśmę izolacyjną. Okazała się doskonała. Bukieciki z gałązek przymocowywałam „na zakładkę” do bluszczowej bazy. Dzieło zwieńczyłam kokardą z tiulu i gotowe.


Wieniec jak każdy debiut ma niedoskonałości, ale i tak cieszy. Szósty czy siódmy będzie perfekt;-)
Z resztek powstała jeszcze zielona kompozycja do przedpokoju.